I podaje informacje służące przekazywaniu darowizn lub 1% podatku dochodowego na rzecz konkretnych osób, które ze względu na swoje przewlekłe schorzenia wymagają systematycznej rehabilitacji, leczenia i wsparcia, również instytucjonalnego, a z różnych powodów w takim wymiarze, jaki jest im potrzebny, mogą uzyskać te dobrodziejstwa tylko odpłatnie i zwyczajnie nie stać ich (lub ich opiekunów) na nie.

z archiwum B: bardzo ważny wpis i chodzi w nim

(opublikowany 27 czerwca 2013 roku)

o to  

Wpuśćmy niepełnosprawnych do codziennego życia. 
Tak, tak, koniecznie – na pewno będą wdzięczni. 
Może się wzruszą. 
Zwłaszcza, jak się dowiedzą, że do tej pory byli przedmiotem tajemniczej zmowy bliżej nieokreślonych cerberów, w której o to chodziło, żeby jakimś cudem nie przecisnęli się i nie przedostali tam, gdzie od początku nie przewidziano dla nich miejsca i dopiero trzeba je zrobić, ale teraz nawołuje się do tego robienia i robi. 
Oczywiście, pierwsza wzruszy się bexa. Do łez. Cytrynowych. Zanim jednak, jeszcze wyjaśni. 
Że może nie ma racji innej niż swoja. Że swoje też wyraża odczucia. 
I że uważa tak: niepełnosprawnych nie trzeba aż wpuszczać do codziennego życia. 
Oni już w nim są. Też żyją i też codziennie. Niektórzy nawet jedzą jajka na miękko, czytają gazety, bywają na koncertach. Niektórzy nie uważają się za niepełnosprawnych. Po prostu, nie słyszą. Albo nie mówią. Albo nie chodzą. 
Na planecie Ziemia żyje obecnie jakieś 7 miliardów ludzi; chyba można spokojnie założyć, że różnych?
Żyją też na niej zebry, goryle, wielbłądy-albinosy i 4378486759782 więcej.  

Beryle i trele...  
Gdy ktoś widzi po raz pierwszy istoty, które posiadają szczególne cechy (np. karła, olbrzyma, słonia, żyrafę, małpę itp.), odmawia poniższe błogosławieństwo: Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, nasz Bóg, Król świata, który odmienia stworzenia. 
Są między nimi tacy, którzy oprócz kul, lasek, chodzików albo wózków inwalidzkich potrzebują pomocy innych, również obcych sobie ludzi, aby poruszać się w świecie zewnętrznym.
Jeśli jednak bez uprzedzenia dotkniecie ich osprzętu, mogą nie tylko stracić równowagę czy zjechać z chodnika narażając się na upadek, ale zareagować zgoła histerycznie. Przyczyna jest prosta: ktoś wkroczył w przestrzeń ich dystansu nie indywidualnego nawet, ale intymnego. 

Są też tacy, którzy rzadko wychodzą z domu, a czyjeś odwiedziny to dla nich wydarzenie porównywalne z przebiegunowaniem Ziemi. Wcale zresztą niewykluczone, że czekają na gości z utęsknieniem. Również, chociaż nie wyłącznie, z tego powodu chcą – wręcz muszą – wiedzieć możliwie dokładnie, czy wizyta będzie miała miejsce we wtorek o 17:00, czy raczej w piątek o 21:00. Dlaczego, skoro i tak poza czekaniem nie mają właściwie nic do roboty? Ano, właśnie dlatego. Ale(patrz wyżej) nie tylko. Nie znoszą – cierpią – gdy ktoś, wcale o to przez nich nie proszony, w przestrzeni, która jest tak bardzo ich, coś przesuwa, coś poprawia, coś układa po swojemu. Niezorientowanemu trudno się czasem zorientować, co zostanie uznane za zbyt daleko sięgającą ingerencję, a co nie. Najlepszym doradcą jest wspólnie spędzony czas i świadomość, że cudze terytorium to cudze terytorium, ale akurat ani czas, ani świadomość, nie występują dzisiaj w nadmiarze.  
Niektórzy spośród zaliczanych do kategorii niepełnosprawnych (vel sprawnych inaczej), są zupełnie normalni.
Co prawda, nie wszyscy. Z tych z kolei nie wszyscy mają trisomię 21.
Z którą można nawet grać w filmach.
Nie chodzi o to, żeby ich wpuszczać, ale o to, żeby umożliwić im wejście
Oraz życie, w rozmaitych jego przejawach. Co, proszę państwa samozwańczych odźwiernych, nie oznacza – nie musi oznaczać w formach doskonale znanych ogółowi i najbardziej przezeń cenionych.
Jeśli zechcą, wejdą wszędzie sami. No, prawie. Niektórych trzeba będzie trzymać za rękę albo turlać. I gdyby tylko!
Jeśli zechcą, wejdą, o ile nie staną im na przeszkodzie krawężniki,
progi, schody, windy „tylko dla widzących”, brak poręczy, 
zbyt wąskie albo zbyt ciężkie drzwi z klamkami, których nie dosięgną, zbyt strome podjazdy, nieprzystosowane toalety, śliskie marmurowe posadzki. 
Jeśli wystarczy im sił. 
Jeśli pozwoli na to ich ogólny stan zdrowia. 
Jeśli nie zawiedzie sprzęt (a choćby zawiódł, jeśli da się go bez większych problemów naprawić).
Jeśli sił – i dobrej woli nie zabraknie wszystkim, którzy w taki czy inny sposób im pomagają i opiekują się nimi.
Co to oznacza, można zobaczyć na przykład w filmie Jacka Bławuta Nienormalni.
Przeczytać w Zapiskach z nocnych dyżurów Jacka Baczaka. 
Wejdą więc i będą krzyczeć, śmiać się do rozpuku nie wiadomo z czego, jeść palcami zamiast nożem i widelcem, bo normalne – pardon, codzienne – sztućce trudno im utrzymać w dłoniach, wyglądać inaczej niż normalni – pardon, wszyscy pozostali – ludzie, gwałtownie gestykulować nie mówiąc przy tym słowa. Ktoś ułoży oprotezowaną nogę na wolnym krześle, komuś zacznie przeciekać cewnik, ktoś będzie co chwila wzruszał ramionami i marszczył czoło. Więc ktoś ich pogłaszcze po głowie, ktoś popatrzy ze współczuciem, ktoś się za nimi obejrzy, zapyta co pani jest? albo powie, zwracając się do osoby im towarzyszącej, ale ten pan nie może wejść, dzisiaj jest komplet, nie mamy wejściówek.
Cierpienie i choroba przyszły.
Nie chipsy tym razem? Trudno, trzeba się oswajać.
Nie oswajać się podobno się nie da. Pisali w Wysokich Obcasach.
Można co najwyżej nie oswoić. Na przykład, niepełnosprawnego.
Nieoswojony... Niewykluczone, że będzie nieco narowisty.
Nie będzie jadł z ręki. Nawet tej, która go karmi, ubiera i robi mu pedicure.
Wśród oswojonych też zresztą narowistych nie brakuje. 
I wśród reszty ludzkości. Ale kalekom co się dziwić? 
Kulawy – to na pewno i wredny. 
Wpuśćmy niepełnosprawnych do codziennego życia. 
Oswajanie się na pewno pójdzie nam wtedy łatwiej. 
Wózki, proszę stanąć pod tamtą ścianą. 
Naprawdę, nie są potrzebne specjalne bilety wstępu.
Glejty tym bardziej nie.
Zwłaszcza wydane na tej podstawie, że jakiś niesformatowany koryfeusz muzyki, luminarz kultury, charyzmatyczny artysta estradowy albo wizjoner kina zachowuje się jak chce również dlatego, że przecież nikt mu nie zarzuci, że przeszkadza innym w odbiorze jego własnego dzieła czy dzieł. (...)

В ролях:
(1) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pascal_Duquenne

(2) Rosalinda Hardiman. W 2009 r., mając 57 lat, przepłynęła wpław kanał La Manche. Potrzebowała na to 20 godzin i 17 minut. Jeździ na wózku inwalidzkim po przebytej chorobie Heinego-Medina. O własnych siłach nie przejdzie kilkudziesięciu metrów. 
(3) Hilary Lister. W wieku 33 lat (w 2005 r.) przepłynęła łódką kanał La Manche. Zajęło jej to 6 godzin i 13 minut – tym wynikiem ustanowiła rekord długości rejsu w kategorii samotnych żeglarzy-tetraplegików. Cierpi na zespół algodystroficzny: postępujące schorzenie, którego jednym z objawów są silne bóle (ich natężenie określa się na ponad 40 punktów w pięćdziesięciopunktowej skali; 50 pkt to wartość maksymalna, przyporządkowana porodowi albo amputacji).
Ma zachowane wyłącznie ruchy głowy, gałek ocznych i ust.
Urządzenia sterujące łódki napędzała oddechem. 

(4) http://pl.wikipedia.org/wiki/Jean-Dominique_Bauby

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz